Walentynkowe frazesy

autor Alexa0001

Jedni walą tynki, inni bojkotują głupie amerykańskie święto. Ja Walentynek nie obchodzę, bo swoją miłość pielęgnuję codziennie. Bzdura! To tylko frazes. Słaby, wyświechtany frazes. 

O ile w liceum czy na studiach byłam w stanie ślepo wierzyć w codzienne pielęgnowanie uczucia. To w ramach dorosłego związku z życiem zawodowym w tle, fundamenty tej teorii zaczęły pękać. Model rodziny 2+1 i pies obnażył mi śmieszność tej jakże wzniosłej i pięknej idei w całej okazałości.

Czy naprawdę
w codziennym zabieganiu
pamiętacie o nieustannym
celebrowaniu miłości? 

Jasne, na pewno są pary, którym podsycanie uczuć wychodzi całkiem nieźle. Mają swoje rytuały, urocze smsy, liściki podrzucone do torebki ze śniadaniem i kwiaty kupowane bez okazji. Cieszę się, mogąc zaliczyć się do tego grona szczęśliwców, lecz mam świadomość że to tylko chwile, a nie pełne oblicze codzienności.

Grono antywalentynkowiczów pomyśli zapewne, że miłość to też drobne gesty, buziak na dzień dobry, świeże pieczywo, umyte naczynia, ciepła herbata do kolacji. Zastanawiam się jednak na ile świadomie dajemy i przyjmujemy te małe prezenty? Czy przypadkiem nie ofiarowujemy ich zupełnie bezrefleksyjnie? A może przyjmujemy je jako wielką oczywistość, coś co nam się po prostu należy?

Bądźmy szczerzy sami ze sobą
– życie to ciężka harówka,
dlatego warto w tym zabieganiu
nie odrzucać żadnej szansy,
by okazać bliskiej osobie miłość.

Zatem jeszcze raz… Ja Walentynki obchodzę, z przymrużeniem oka i raczej symbolicznie, ale bez kwiatka byłoby tak jakoś dziwnie.

DSC_1036

W tym roku postanowiłam okazać trochę serca także innym, tym obcym, obdarowując ich dodatkową porcją cierpliwości i wyrozumiałości. Kto mnie zna, ten wie ile mnie to kosztowało po 1,5 godzinnym oczekiwaniu na obsługę w salonie jednej z sieci komórkowych. Wielki dar miłości bliźniego.

Skomentuj pierwszy