Szczęśliwy prezent

DSC_0281 - wersja 2

Założę się (czysto hipotetycznie ;p), że na każdym blogu świeżo upieczonych rodziców znajduje się wpis w klimacie „nasze szczęście już jest na świecie”. Zawsze wydawało mi się to nieco banalne. I prawdopodobnie takie jest…

W większości przypadków szczęście ubrane w słowa jest  banalne dla wszystkich, którzy go nie przeżywają. Zatem dziś porcja banału dla Was, bo mnie właśnie przepełnia Szczęście.

Szczęście przyszło do nas po długich miesiącach oczekiwania. Nie czekało na choinkę by usadowić się pod nią przybrane w świąteczny papier. Wypełniło moje serce i ręce w październiku. Rodziło się w bólach i trudach jak wszystko co najbardziej cenne. Nie jest zbyt ciężkie – obecnie waży mniej niż 5 kg, ale codziennie dbam, by było go więcej. I wiecie co? Rośnie i to trójwymiarowo – wzdłuż, w szerz i w obwodach. Jest wyjątkowe w swej zwyczajności. Przepiękne, gdy spokojne, napojone mleczkiem i nakarmione czułością. Gniewne, gdy zmęczone czy głodne. Uśmiechnięte, gdy sen zamienia na czuwanie. Ma duże granatowo-niebieskie oczy, mały nosek i wąskie usteczka, które układa w podkówkę bynajmniej nie „na szczęście” tylko na płacz. To szczęście w wersji amazing – ma już czarną czuprynką i małe uszka, które ostatnio często podziwiam podczas posiłków. Ma też cudowne małe rączki, które jeszcze nieudolnie lecz już „sięgają po swoje” i urocze stópki, które kiedyś poniosą je w świat. Dziś jest jeszcze mocno przy mnie, delikatne, bezbronne i takie rozczulające. Kocham je i codziennie uczę się je kochać jeszcze mocniej, a wraz z tą miłością poznaję swoją nową matczyną rzeczywistość.

To Szczęście ma jeszcze jedną ważną cechę – jest bardzo pochłaniające. Przy nim dni są jak godziny, a tygodnie mijają niepostrzeżenie przepełnione niezliczoną ilością nowych obowiązków. Skłamałabym twierdząc, że to Szczęście jest wyłącznie cukierkowo różowe. Bywa ciężko, ale za to prawdziwie i prawdziwie zamierzam też o tym pisać zostawiając lukrowanie innym.Wracam zatem na blogową antenę z silnym postanowieniem powrotu na stałe. I niech to nie będzie postanowienie noworoczne, bo jak wiadomo te rzadko są realizowane.

Skomentuj pierwszy