Mama wraca do pracy

desk-918425

Przez ostatni rok miałam ogromny komfort, by samodzielnie opiekować się swoim dzieckiem. Powrót do aktywności zawodowej po tak długim okresie bywa bolesny dla dziecka, dla mamy i dla wszystkich członków rodziny. Dzisiaj opowiem Wam o moich sposobach na  oswojenie tej sytuacji.

Jeszcze nigdy w swoim życiu nie byłam tak długo nieaktywna zawodowo. Zaczęłam pracować jeszcze na studiach i zawsze bardzo mocno utożsamiałam się ze swoją pracą. Nawet w ciąży pracowałam tak długo, jak pozwalało mi zdrowie i mój ginekolog. Wydawało mi się, że bez pracy nie potrafię żyć. Jakże się myliłam! Udało mi się wspaniale zapuścić korzenie domowe i skupić na opiece nad dzieckiem. Przez rok robiłam to najlepiej jak potrafiłam i dziś znów mi się wydaje, że nie potrafię żyć, tym razem z dala od mojego dziecka. Z tą różnicą, że obecnie zdaje sobie sprawę, że ten strach ma tylko wielkie oczy, a ja w głębi duszy tęsknię za zawodowymi wyzwaniami. Tylko nie każcie mi się do tego otwarcie przyznawać, bo mogę nie podołać 😉

IMG_0566 (1)

Zaopiekowane dziecko
Podeszłam do sprawy bardzo pragmatycznie i gdy uświadomiłam sobie, że mój największy lęk dotyczy komfortu mojego dziecka i zapewnieniu mu odpowiedniej opieki postanowiłam z dużym wyprzedzeniem poszukać żłobka i dać dziecku dużo czasu, by spokojnie przyzwyczaiło się do nowej sytuacji. W naszym przypadku nie wchodziła opcja zaopiekowania przez babcię, ciocię czy inną osobę z rodziny, gdyż we Wrocławiu mieszkamy sami, a od najbliższych dzielą nas setki kilometrów. Rozważaliśmy nianię, ale ostatecznie potraktowaliśmy opiekunkę jako wyjście awaryjne.

Skupiłam się na znalezieniu odpowiedniego żłobka. Odrzuciłam nasz osiedlowy, który jak się okazało odrzucił też nas ze względu na – nazwijmy to – „zbyt małe zżycie finansowe z miastem”. I tak Mały Człowiek trafił do niepublicznego żłobka i bardzo szybko się w nim zaaklimatyzował. Odnoszę wrażenie, że to zasługa braku ciśnienia i pośpiechu z naszej strony. Każde dziecko bardzo szybko wyczuwa nerwowość i reaguje ogromem emocji, dlatego cieszę się, że tak gładko poszło.  Wracam do pracy 1 grudnia, a pierwsze dni adaptacyjne odbyliśmy już we wrześniu. Jak się okazało słusznie założyłam, że razem ze żłobkowaniem rozpocznie się chorowanie – gile, kaszelki, luźne kupki – przerabialiśmy cały ten pakiet, więc Dziecię sporo dni opuszczało. Trzy miesiące zapasu okazały się w sam raz, by spokojnie adaptować dziecko po kilka godzin dziennie. Tym bardziej, że po każdej dłuższej nieobecności Młode na nowo przyzwyczajało się do sytuacji. Dziś gdy piszę ten post już wiem, że przygód żłobkowych to nie koniec, a nas niestety czeka zmiana miejsca zaopiekowania.

Zorganizowana rodzina
Logistyka głupcze! Bez niej nie mamy najmniejszych szans na przetrwanie. Stres, wieczny pośpiech, chęć spędzenia jak największej ilości czasu z Młodą, a pomiędzy tym wszystkim pranie, sprzątanie, gotowanie, zakupy, sprawy, sprawki i sprawiska. Bez dobrej logistyki zaczniemy skakać sobie z Niemężem do gardeł po nie więcej jak pięciu dniach. Od grudnia naszym najlepszym przyjacielem będzie tablica korkowa, a słowem klucz będzie „planowanie”. Pomyślicie, a gdzie spontaniczność, gdzie radość życia? Odpowiem krótko – nie potrafię być spontaniczna jeśli moją głowę zaprzątają przyziemne problemy. gdy wszystko działa jak dobrze naoliwiona maszyna to łatwiej znaleźć chwilę na spontaniczną zabawę czy niezaplanowany spacer.

DSC_0618

W naszym domowym centrum dowodzenia nad biurkiem zawisła korkowa tablica, którą samodzielnie pomalowałam, aby pasowała do wnętrza. Będziemy na niej wieszać tygodniowy plan działania i zaznaczać wszystkie ważne terminy, numery telefonów, wizytówki. Jednym słowem wszystko, co ważne. Drugim krokiem jest synchronizacja kalendarzy elektronicznych, tak byśmy obije mieli do nich wgląd. W ten sposób oboje będziemy mogli łatwiej zarządzać czasem bez konieczności wydzwaniania ze znienawidzonym pytaniem: „co robisz w czwartek o 17:00?”

Postanowiliśmy także jasno podzielić się takimi obowiązkami jak:

– odwiezienie i odbiór Małej ze żłobka – Niemąż zawozi, ja odbieram;
– spacery z psem – Niemaż rano i wieczorem, ja popoudniowy spacer;
– sprzątanie, pranie, prasowanie – elastycznie, w zależności od planu na dany tydzień;
– gotowanie – plan obiadów na kilka dni do przodu, gotowanie wieczorem na dwa dni;
– zakupy – minimalizacja codziennych zakupów, na rzecz dużych zakupów przez internet raz w tygodniu z dostawą do domu.

Na bieżąco będziemy modyfikować nasz plan, tak by był jak najbardziej funkcjonalny i pomocny naszej rodzinie. A może Wy macie jakiś fajny sposób, który pozwala zapanować nad życiowym rozgardiaszem?

Zmotywowana mama
Przez wiele miesięcy moje myśli koncentrowały się na opiece nad Małym Człowiekiem. Wszystko, co związane z życiem zawodowym zapakowałam do wagoników i odstawiłam na boczny tor. Wielu znajomych było zaskoczonych, że jako osoba bardzo zaangażowana w wykonywaną pracę, potrafiłam odciąć się od niej na kilka miesięcy. Dla mnie osobiście, właśnie to oddanie i pełne zaangażowanie w realizowane projekty uzasadniało reset, na który pozwoliłam sobie po narodzinach Malutkiej. Zastosowałam prostą zasadę: dawałam z siebie 200% pracując, a zatem teraz bez wyrzutów sumienia mogę dać z siebie 200% dziecku.

DSC_0629

 

No dobrze, ale nadszedł czas powrotu myśli na tory zawodowe. Postanowiłam nie czekać, aż zwrotnica przestawi się sama, dlatego sięgnęłam po bardzo inspirującą książkę, która po raz pierwszy zafascynowała mnie około dwóch lat temu. Sheryl Sandberg, „prezeska Facbooka i jedna z najbardziej wpływowych kobiet na świecie” popełniła książkę lekką i przyjemną, choć porusza w niej problemy wielu kobiet na całym świecie. „Włącz się do gry” to książka o trudnych decyzjach na styku kariery zawodowej i macierzyństwa, o oczekiwaniach stawianych przed kobietami, o stereotypach i tym jak się im przeciwstawiać. Mnie fascynuje w niej także to, że opiera się po pierwsze – na wielu wspaniałych anegdotach z życia autorki i zaprzyjaźnionych z nią kobiet, po drugie – na rzetelnie zgromadzonych danych naukowych (przypisy wyczerpują podjęte tematy i zajmują ponad 50 stron).

Kilka moich ulubionych fragmentów:

„Najczęściej stosowaną metaforą kariery jest drabina. To pojęcie nie dotyczy już jednak większości pracowników. Według danych z roku 2010 przeciętny Amerykanin między 18 a 46 rokiem życia jedenaście razy zmienia miejsce pracy. Oznacza to, że minęły już czasy, kiedy zaczynało się pracę w organizacji lub korporacji i zostawało w niej, aby piąć się po szczeblach kariery. Lori często powtarza za Pattie Seller, która wymyśliła jeszcze lepszą metaforę: „Kariera to nie wspinanie się po szczeblach drabiny, to wspinaczka po plątaninie drabinek i lin małpiego gaju”. […] Drabinki pozwalają na bardziej tworczą eksplorację. Na szczyt drabiny prowadzi tylko jedna droga, konstrukcja drabinek ma wiele wejść i dróg na górę. Ta druga konstrukcja jest z korzyścią dla wszystkich, szczególnie jednak dla kobiet, które dopiero zaczynają karierę zawodową, zmieniają pracę, walczą z wewnętrznymi barierami albo wracają do pracy po długiej nieobecności. Możliwość utorowania sobie indywidualnej ścieżki, z której można od czasu do czasu zboczyć, a nawet wylądować w ślepym zaułku, to większa szansa na samorealizację.”

„I choć nie wierzę w wyznaczanie sobie ścieżki kariery krok po kroku, myślę, że dobrze mieć jakieś długoterminowe marzenie czy cel. To długoterminowe marzenie wcale nie musi być konkretne ani realizstyczne. Może odzwierciedlać chęć pracy w jakiejś dziedzinie czy podróży po świecie. Można marzyć o tym, żeby być niezależnym zawodowo albo dysponować jakąś ilością wolnego czasu. Może nam się śnić, że wynajdziemy coś trwałego albo wygramy jakąś upragnioną nagrodę. […] Nawet mglisty cel wskazuje nam kierunek  – jest odległym drogowskazem każącym na iść dalej.”

To tylko kilka wyrwanych z kontekstu zdań. Uplasowane w całej książce tworzą spójną całość, która w jakiś cudowny sposób uspokaja moje wyrzuty sumienia wobec dziecka i sprawia, że znów chce mi się zawalczyć na polu zawodowym.

Trzymajcie kciuki za mój come back, bo przyda się każde mentalne wsparcie!

1 komentarz

  • Odpowiedz Listopad 10, 2016

    Virtual server

    Pamietaj, ze powrot po urlopie macierzynskim do pracy nie oznacza, ze nie dbasz o swoje dziecko wystarczajaco, czy jestes wyrodna matka. Kazda z nas ma prawo do realizowania sie zawodowo. Pamietaj, ze jesli bedziesz szczesliwa mama, to i twoje dziecko bedzie szczesliwe!

Komentarz mile widziany