Kara za prawdę o porodówce

baby-210194_1280

Mleko się wylało. Znów czyjś niewyparzony język, tym razem ordynatorski, obnażył smutną prawdę  o warunkach panujących w niektórych polskich szpitalach. W internecie trwa walka na przykłady gdzie jest gorzej, w mediach toczy się dyskusja o godnych warunkach porodu. Mnie jednak najbardziej nurtuje pytanie: Jak bardzo zakłamanym człowiekiem trzeba być, by karać za prawdę? 

Nie stawiam hipotetycznego pytania. Nie gdybię, gdzie leży prawda. Po prostu znam odpowiedź. Wiem, że ordynator Malinowski w przypływie emocji i zmęczenia zdobył się na szczerość w dyskusji z Ministrem Zdrowia. Wiem to, bo tak się składa, że 9 miesięcy temu rodziłam właśnie w tym szpitalu. Spędziłam w nim tydzień na oddziale patologii ciąży i trzy dni na położnictwie.

Widziałam wiele. Kobiety z noworodkami umieszczane na patologi razem z tymi oczekującymi na poród. Poranne i wieczorne kolejki do łazienek, w których stołeczek robił za krzesło, półkę i wieszak na ręcznik, a czystość pozostawiała wiele do życzenia. Dietę dla cukrzyków, która od zwyczajnej różniła się tylko listkiem salaty albo plasterkiem pomidora, bo przecież łatwiej dać zastrzyk z insuliną niż dostosować jadłospis. Chcąc utrzymać dotychczasową dietę cukrzycową i terapię insuliną wyłącznie na noc, sama w ciągu dnia badałam sobie cukier i sama żywiłam się, a także samodzielnie podawałam sobie insulinę przed snem. Na położnictwie było jeszcze weselej: trzy łóżka w salach dwuosobowych plus noworodki, w tym bliźniaki, sale bez łazienek i dwie łazienki na cały oddział, nieczystości połogowe wysypujące się z koszy, ciężkie przypadki wymagające interwencji konsylium lekarskiego w sali razem z kobietami dwie godziny po porodzie.

Mimo tych wszystkich smutnych faktów nigdy nie myślałam o panujących tam warunkach, jako o nieludzkich. Najważniejsze było dla mnie zdrowie mojego dziecka, a niedogodności uważałam za coś oczywistego i nierozerwalnie związanego z polską służbą zdrowia. Byłam jak potulna owieczka, która uwierzyła, że tak właśnie musi być. Dlatego tym bardziej zszokowała mnie reakcja ordynatora Malinowskiego.

Wybrałam ten szpital świadomie ponieważ bojąc się trudnego porodu, w związku z potencjalną dużą masą dziecka chciałam mieć najlepszą opiekę z dedykowaną położną. Tylko w tym szpitalu mogłam bez żadnych przekrętów, zwyczajnie wybrać położną i zapłacić jej za indywidualną opiekę. Bez oszukiwania, bez ukrywania prawdy. Szczerze i otwarcie – zapłaciłam za poczucie względnego bezpieczeństwa. Mogłam też rodzić w sali do porodów rodzinnych, bo tylko takie 4 sale tam mają. Właśnie to otwarte podejście do indywidualnej opieki położnej przekonało mnie do tego miejsca. Skreśliłam szpitale, który ukrywały taką usługę pod postacią różnych cegiełek, pieczątek ordynatorów i innych ściem. Postawiłam na prawdę.

Czy żałuję wyboru? Absolutnie nie.

Czy mam traumę poporodową? Nie.

Niemniej uważam, że warunki sanitarno – przestrzenne panujące na oddziałach położniczo – ginekologicznych  w szpitalu na Kamieńskiego powinny bezwzględnie ulec poprawie.

Ordynator Malinowski bardzo mnie zaskoczył. Wręcz przywrócił mi wiarę, że wśród lekarzy są jeszcze tacy, którym zależy nie tylko na zdrowiu, ale i na komforcie pacjentki. Wiele zaryzykował pozwalając sobie na szczerą opinię w obecności Szanownego Ministra, lecz zamiast uznania spotkała go kara. O ironio! Człowiek, który dał się poznać jako niedostępny, raczej nieprzyjemny szef przemykający szpitalnymi korytarzami okazał się zatroskanym i zmęczonym złą kondycją swojego oddziału człowiekiem. Pokazał ludzkie oblicze, wychylił się, sprzeciwił kłamliwej propagandzie, polemizował z samym Ministrem. Lista zarzutów jest długa, więc dostał pałką po głowie. Nielojalność i niepoprawność polityczna musiała zostać ukarana.

Panie Dyrektorze Witkiewicz pora nauczyć się przyjmować krytykę za instytucję, której Pan przewodzi i stawać murem za swoimi ludźmi! Ordynator nie zrobił krzywdy szpitalowi, a jedynie wykazał się najwyższą troską o swoje pacjentki. Niejedna kobieta uzna to za przejaw większego profesjonalizmu niż udawanie, że stwarzacie rodzącym doskonałe warunki, nazwijmy to lokalowe. Wasza porodówka jest taka popularna dzięki pracującym tam lekarzom i położnym, podejściu do porodów rodzinnych oraz przyjaznym procedurom wyboru indywidualnej położnej, a nie dzięki komfortowym warunkom na oddziałach. O takich nie ma mowy. O tym, jak również o braku rzeczywistej szansy na uzyskanie znieczulenia przy porodzie przekonałam się osobiście. Pora zacząć rozwiązywać problemy, a nie zamykać usta swoim pracownikom ze strachu o własny stołek i polityczną poprawność. Można być dobrym dyrektorem, ale jakim trzeba być człowiekiem by patrząc kobietom w oczy (albo mediom) powoływać się na lewe kontrole i karać za mówienie prawdy. Zamiast odmawiać przyjęcia do szpitala pacjentek w dzień wizytacji i uruchamiać dodatkowe służby sprzątające, najwyższa pora zadbać o dobro pacjentek na co dzień i nie bagatelizować tematu przed kamerami. Nie sztuka podejmować właściwe decyzje kadrowe i przywracać do pracy lekarzy z powołaniem pod naciskiem Pani Premier, bo wybory miną, politycy wybrzmią, a pacjenci pozostaną. Na szacunek trzeba sobie zapracować czymś więcej niż chybionymi zapewnieniami.

Kropka!

Skomentuj pierwszy