5 cech dobrego kalendarza

DSC_0902

Lubię otaczać się ładnymi i praktycznymi przedmiotami. Nie zawsze gwarancją tych cech są konkretne marki, dlatego nie jestem niewolnicą żadnego brandu. Chyba, że mowa o kalendarzu. Istnieje tylko jeden właściwy – piękny i idealnie dopasowany do moich potrzeb.

Nie wiem jakim cudem mamy już końcówkę lutego? Dopiero snułam plany na ten rok, stawiałam sobie konkretne cele, wyznaczałam terminy i obiecywałam podzielić się z Wami moim patentem na najlepszy kalendarz. Potem przyszły nieprzespane noce, nauka zasypiania i matczyna rzeczywistość przeniosła mnie w przyszłość. Nadrabiam zatem i dotrzymuje danego słowa. Niech ta notka będzie inspiracją dla osób poszukujących wygodnego plannera.

Jaki powinien być
naprawdę dobry kalendarz? 

Oto 5 obowiązkowych cech, które musi posiadać terminarz, aby towarzyszyć mi przez cały rok:

Lekkość
Pierwszą, niemal błyskawiczną decyzję czy dany kalendarz zostanie ze mną na dłużej podejmuję w sekundę po wzięciu go do ręki. Ciężkim księgom mówię bezwzględnie „nie, dziękuję”, dlatego tak popularne kalendarze w grubych twardych oprawach nie są dla mnie. Zbyt dużo waży już sama oprawa, nie wspominając o wnętrzu, które w tych najbardziej eleganckich waży tony ze względu na zastosowany papier o wysokiej gramaturze. Nie chce tym samym powiedzieć, że nie cenię sobie elegancji, uważam jednak, że można ją osiągnąć bez poświęcania zdrowia moich ramion, które dźwigają na co dzień kalendarz w torbie. Myślę, że warto abyś i Ty zadał sobie pytanie czy ten kompromis pomiędzy zdrowiem a elegancją jest konieczny.

Dobrze rozplanowane wnętrze
Gdy otwieram kalendarz szukam rozsądnej równowagi pomiędzy miejscem przypisanym poszczególnym dniom, a miejscem na ogólne notatki. Nie przepadam za opasłymi tomami dlatego nie przepadam też za układem 1 strona = 1 dzień. Moje ulubione rozwiązanie to takie, w którym tydzień rozpisany jest na lewej stronie, podczas gdy prawa jest cała dla mnie czyli na notatki.

DSC_0909

Dopasowanie
Kalendarz towarzyszy mi przez cały rok. Każdego dnia zaglądam do niego, notuję i układam terminarz. Tylko kalendarz, który „dobrze leży” nie znudzi mi się po kilku tygodniach i będzie ze mną wszędzie. Uważam, że totalną stratą czasu i energii jest zastanawianie się przed każdym wyjściem z domu czy kalendarz zmieści mi się do torebki, czy nie będzie mi ciążył, czy spełni swoją funkcję? A skoro tak, to musi pasować zawsze i wszędzie – być lekki, w jedynym słusznym formacie (A5) i z odpowiednim papierem. Odpowiedni to taki, po którym wygodnie pisze się ołówkiem. Jest charakterystyczny, kremowy i świetnie współpracuje z automatycznym ołówkiem.

Piękno
Tutaj wyłazi całe moje zamiłowanie do dobrego stylu, bo dla mnie piękny kalendarz to elegancki i bardzo klasyczny w swojej formie „zeszyt”. Najlepiej oprawiony w dobrej jakości skórę, która nie wytrze się mimo taszczenia go w torebce pośród tysiąca innych ważnych i nieważnych rzeczy. Lubie wysmakowaną prostotę, dlatego czerń okładki, delikatnie wytłoczone logo i niemal niewidoczna, a jednak bardzo praktyczna gumka spinająca kalendarz to dla mnie niezaprzeczalne atrybuty stylu.

DSC_0888

Fun!
Po tych wszystkich praktycznych cechach na koniec coś dla zabawy. Lubie zaznaczać w kalendarzu ważne daty, urodziny bliskich i przyjaciół, terminy ważnych spotkań, urlopy, święta i inne przyjemności. Kiedyś podczas nudnych spotkań rysowałam w kalendarzu różne śmieszne obrazki przy ważnych datach. Dziś rzadko się nudzę, dlatego obrazki zostały wyparte przez kolorowe naklejki. Przedstawiają proste i czytelne ikonki. Są małe więc nie ograniczają przejrzystości i na tyle dyskretne, że nie odbierają mi powagi, której wymagają niektóre zawodowe spotkania. I oczywiście mam ogromną frajdę z ich przyklejania.

Woman on the AIR

Jest tylko jeden kalendarz, który spełnia wszystkie te kryteria. Jestem mu wierna od dwóch lat i nic nie wskazuje na to, by coś miało to zmienić. Korzystam oczywiście z elektronicznych plannerów, ale są tylko uzupełnieniem tego papierowego. Lubie swój kalendarz tak bardzo, że postanowiłam dać szansę również innym produktom tej marki. Obecnie sięgnęłam po notes w pięknej liliowej oprawie, który czekał w szufladzie na swój czas.

Mój kalendarz to Moleskine.

DSC_0886

ps. Żaden brand manager nie płaci mi za ten wpis. To moja osobiste rekomendacja.

1 komentarz

  • Odpowiedz Styczeń 11, 2016

    Gosia

    Hej

    Ja też lubię ten układ. Próbowałam inne ale ten się najlepiej sprawdza. Są rożne wersje dni są poziomo jeden pod drugim lub miałam raz taki, że dni były w kolumnach obok siebie trzy i trzy pod spodem. Jeśli chodzi o pokazany przez ciebie – to kalendarz w podobnym układzie widziałam w Tesco. Kremowe strony i rozkład tydzień z jednej a po prawej notatki. Ale jednak dużo tańszy, bo widzę ze Moleskine to koszt około 50 złoty, a ten w Tesko był po 14,99. Aktualnie osobiście mam segregator (udało mi się dostać taki mega cienki) i sama wydrukowałam strony kalendarza. Plus jest taki, że mogę tam dorzucić inne materiały lub koszulki gdzie wrzucam potrzebne dokumenty, recepty, skierowania, wnioski itd co aktualnie potrzebuje wziąć.

    pozdrawiam
    Gosia

Komentarz mile widziany