Home staging w wersji economy

the-interior-of-the-254577222

Czy oglądając programy wnętrzarskie zastanawialiście się kiedyś na co projektanci wydają grube tysiące? Mnie przytrafia się to bardzo często i za każdym razem zdumiona jestem tym „rozmachem”, który sprawia, że większość z nas ogląda program z zapartym tchem, by na końcu stwierdzić z rozczarowaniem „nie stać mnie”. To nie prawda. Wystarczy przełożyć pomysły projektantów na polską rzeczywistość i doprawić je odpowiednią porcją kreatywności.

Uwielbiam wszystko co dotyczy urządzania wnętrz. Namiętnie oglądam kanały DOMO+ i TVN Style poszukując inspiracji w aranżacjach tych znanych i lubianych.  Programy Candice Olson, Jonathana i Drew Scottów czy  Doroty Szelągowskiej i Marii Semczyszyn bywają prawdziwą skarbnicą pomysłów. Zawsze jednak mam ten sam problem – poczucie nieadekwatności efektów do wielkości budżetów. O ile w sytuacji remontów od podstaw koszty generują w dużym stopniu prace przygotowawcze i materiały budowlane, to w przypadku drobnych remontów czy projektów home stagingowych koszty są w moim przekonaniu zdecydowanie zawyżone.

Zanim posypią się w moim kierunku kamienie, tudzież cięte komentarze i ostre argumenty pokażę Wam mały projekt, który zdarzyło nam się popełnić z Niemężem w wynajmowanym mieszkaniu blisko 3 lata temu. Lokal był dwupoziomowy, miał świetną lokalizację, metraż adekwatny do potrzeb i duży potencjał. Składał się z przedpokoju połączonego z salonem i kuchnią, łazienki oraz sypialni na piętrze. Łącznie około 40m2. Właściwie wszystko w nim było – meble, sprzęty niezbędne do życia. Wszystko nowe i niezniszczone. Jednym słowem marzenie każdego wynajmującego. A jednak… po raz kolejny okazało się, że „chcę więcej”. Mieszkaniu brakowało wyrazu. Wszystko było neutralne, przez co bardzo nijakie i bezosobowe. Białe i beżowe ściany. Jasne panele podłogowe i płytki. Brązowe fronty mebli kuchennych. W oknach rolety antywłamaniowe, bez jakichkolwiek elementów ocieplających wnętrze. Tylko kanapa w kolorze oberżyny była ciekawym kolorystycznym akcentem, jednak ze względu na zupełnie nieergonomiczne ustawienie  mebli w salonie również ona znikała w morzu nijakości. Ogromnie żałuję, że nie zachowały się żadne oryginalne zdjęcia. Uwierzcie na słowo ;p

Musiałam coś z tym wnętrzem zrobić i odcisnąć na nim swoje piętno. Niemąż, jako wielki remontowy zapaleniec i złota rączka, nie wymagał urabiania, wręcz sam zachęcał podkręcony możliwością chwycenia za farbę i pędzel. Pewne obawy miał jedynie właściciel, ale bez większych problemów uległ sile argumentów.

Cały projekt zajął nam zaledwie weekend, dokładnie dwa dni, ale efekt był piorunujący. Założenie było takie, aby stworzyć ciekawe tło dla mebli i sprzętów, które zastaliśmy w mieszkaniu i uczynić je bardziej przytulnym. Nie mieliśmy szansy wprowadzić dużych zmian, zmienić frontów szafek czy podłóg. Zwyczajnie też nie chcieliśmy inwestować w drogie elementy wystroju wnętrz, mając świadomość, że to lokum na chwilę. Jak się później okazało – na całe 4 miesiące.

1_2

Postawiliśmy na farby i tapety oraz kilka dodatków. I tak białe, lekko już przybrudzone ściany w kuchni i salonie zyskały nową ciepłą barwę cappuccino z jednym mocnym akcentem w postaci fioletowej ściany. Jaśniejszy odcień fioletu uspokoiliśmy trzema pasami oberżynowej tapety z bardzo delikatnym wzorem w jodełkę. Na tym tle stanęła szafka RTV i czarny fotel z Ikei, a naturalną ozdobę stanowiły schody do sypialni. Resztę zrobiły głównie białe dodatki  – lampa, doniczki, ramki na zdjęcia, wazon i kilka świeczek. Naprzeciwko wylądowała kanapa, której kolor świetnie współgrał z fioletem ściany, a dodatkowo został podkreślony przez zielone i fioletowe dodatki z Ikei. Na podłodze, pod stolikiem kawowym ułożyliśmy czarny dywanik, a lampa zyskała nowy papierowy klosz. Ważny elementem, który dopełnił całości okazała się też oprawa dużych okien tarasowych. Prosty i tani karnisz oraz dwie lekkie białe zasłony zdziałały cuda, a dodatkowo świetnie sprawdzały się gdy chcieliśmy osłonić się przed ostrym słońcem, nie zaciemniając przy tym mieszkania. Tutaj znów z pomocą przyszła Ikea. Oprócz zmian kolorystycznych, wprowadziliśmy nowe ustawienie mebli, dzięki czemu kanapa stała się naturalnym elementem oddzielającym kuchnię od części wypoczynkowej, a my moglismy kucharzyć zerkając czasem na telewizor.

2

Zdecydowanie mniejsze pole do popisu pozostawiała kuchnia. Ograniczona ilość ścian i brak możliwości kombinowania z meblami sprawiły, że postanowiliśmy wyczarować przytulny kącik jadalny. W mieszkaniu znaleźliśmy mały stolik jadalny, dwa krzesła i tradycyjny polski taborecik. Brakowało w tym życia i koloru.

3

Zatem na ścianie „rozgnietliśmy” świeże awokado, które ze względów praktycznych i sąsiedztwa jedzenia na stole przecięliśmy jednym pasem nieco ciemniejszej tapety. Nad stołem  zawisła biała prosta lampa, nie zgadniecie skąd 😉 Do tego kilka dodatków i całe wnętrze zyskało wyrazu, stało się spójne, praktyczne i bardziej nasze.

 

4

Czas na podsumowanie kosztów:

Tapeta fioletowa 98 zł
Tapeta zielona 62 zł
Klej do tapet 25 zł
Farba Luxens – dojrzały bakłażan 33 zł
Farba Luxens – poranne cappuccino 33 zł
Farba Dulux – świeże awokado 48 zł
Taśma malarska 4 szt. 40zł
Folia ochronna 2 szt. 12 zł
Karnisz IRJA IKEA 2 szt. 8 zł
Oprawka HEMMA i klosz papierowy REGOLIT IKEA 19 zł
Oprawka HEMMA i klosz EKAS IKEA 33 zł
Poduszki IKEA 30 zł
Kocyk polarowy IKEA 10 zł
Podkładki PANNA IKEA 2 szt. 16 zł
Podkładki pod szklanki PANNA IKEA 5 zł
Ramki na zdjęcia NYTTJA IKEA 3 szt. 18 zł
Wazon biały IKEA 40 zł
Świece FENOMEN IKEA 20 zł
Dywanik HAMPEN IKEA 40 zł
RAZEM 590 zł
Plus kilka dodatków widocznych na zdjęciach, które pochodziły z naszych prywatnych zasobów.

Jak widać można wyczarować ciekawe, żywe wnętrze bazując na dostępnym wyposażeniu. Wystarczy pomysł, kilka inspiracji, Niemąż złota rączka i dużo motywacji. Właściciel mieszkania był tak zadowolony z osiągniętego efektu, że zaproponował nam pełny zwrot kosztów wraz z oszacowanymi kosztami robocizny. Oczywiście mam świadomość, że przy budżecie rzędu kilku tysięcy złotych można byłoby wyczarować w tym mieszkaniu coś zupełnie niezwykłego. Nie zawsze jednak sytuacja nam na to pozwala, a zmysłów estetycznych nie można przecież zbyt długo wystawiać na cierpienie. Czasem małe zmiany, dają duży efekt.

Skomentuj pierwszy